No to lecimy dalej, rano spakowałem się w pociąg i ruszyłem w dalszą podróż. Najpierw przesiadka w Dębicy, gdzie zjadłem najlepszą bułkę z pieczarkami w Polsce.
https://maps.app.goo.gl/JEKHPP6xazmnmQvc9Wziąłem jedną i wróciłem się po drugą. Pogadałem sobie z właścicielką, bardzo miła pani i ogarniała branżę. Znała tak samo jak ja tą bułkę z Bielska-Białej. (która się popsuła)

Dotarłem do Zwierzyńca - Serca Roztoczańskiego Parku Narodowego. Stąd rozpocząłem swoją trasę. Nawet sporo ludzi było jak na Poniedziałek. Miasteczko ładne, takie w swoim stylu.
https://mapa-turystyczna.pl/route/118ssW centrum Staw Kościelny

Trochę na południe Stawy Echo mieszczące się już w Parku Narodowym. Raczej nic ciekawego mi się nie udało wypatrzeć, za duże tłumy tu wokół chodziły.

Symbolem Roztoczańskiego Parku Narodowego są Koniki Polskie.
"Koniki polskie pojawiły się w Roztoczańskim Parku Narodowym 16 lipca 1982 roku. Wtedy to powstała hodowla rezerwatowa koników polskich, która przyjęła nazwę „Ostoja”. Do ogrodzonej enklawy lasu przy stawach „Echo” o pow. ok. 40 ha wpuszczona 4 klacze o imionach Husaria, Moda, Tuba i Hanula oraz ogiera o imieniu Mohacz, jako partnera. W wyniku trzykrotnego powiększania „Ostoja” liczy ok. 180 ha, gdzie koniki mają do dyspozycji: las, łąki, dolinę rzeki Świerszcz oraz trawiaste groble stawów „Echo”."
Tutaj całkiem z bliska można było je poobserwować.


Ogólnie ścieżki Parku to same piachy, jakie tu ja miałem ciężkie przeprawy. Czasem się jeszcze trafił jakiś podmokły teren.

Podjechałem jeszcze do Tartacznej Góry, gdzie znalazłem kamyczek z kodem (to ten który zostawiłem później w Beskidzie Niskim)
Na zdjęciu zalew Rudka.

Oczywiście jak to w Poniedziałek, wszystkie muzealne ośrodki były zamknięte. Zaraz obok była wieża widokowa na Białej Górze. Do tej pory byłem zaskoczony obfitością atrakcji, ładnie wszystko porobione.


Jest ten krajobraz Roztocza, który potrafił dać w kość. Aż czasem byłem zdziwiony co tu za górki są.


Wjechałem kawałek na oznaczony szlak Parku Narodowego, ale szybko się wróciłem, nie było sensu prowadzić rower w tych piaskach i gałęziach.

Pojechałem w kierunku Krasnobrodu, wieża widokowa i jakieś jeziorka mnie przyciągnęły. To był koniec przygody z Roztoczańskim Parkiem Narodowym. W sumie no jest ten Zwierzyniec i wszystko wokół i na tym się skończyło. Taki niedosyt miałem odjeżdżając z tego miejsca, do tego te piaskowe ścieżki, które utrudniały poruszanie.
Widok na Krasnobród.


Droga na północ całkiem przyjemna. Wiecie w końcu mnie nie męczyły te przewyższenia. Pogoda dopisywała. Czasowo się wszystko zgadzało.

Pędziłem tak sobie do Zamościa, licząc na jakiś nocleg. Jechałem drogą 849, ale w pewnym momencie wjechałem na zielony szlak według wskazań nawigacji. Chociaż droga była gruntowa, to był strzał w 10. Złota godzina i przepiękny krajobraz wokół z widokiem na Zamość.
To mój debiut w województwie Lubelskim.




Jako, że noclegu nie udało mi się znaleźć (takiego w normalnej cenie) to pojechałem sobie zobaczyć słynny Rynek Wielki w Zamościu.
Choć już było prawie ciemno to było świetnie, pooglądałem porobiłem zdjęcia, zjadłem kebaba i zacząłem myśleć gdzie tu by spać (było już ciemno)


Oglądam mapę gdzie by tu najbliżej pkp rozłożyć, bo rano miałem pociąg. Patrzę jest jakieś jezioro, trochę ludzi się tam kręciło, ale tak na środku znalazłem miejsce dla siebie

Oczywiście tam był zakaz, ale kamer nie było i to był przecież poniedziałek


Noc przebiegła elegancko, wcześnie rano się zwinąłem, może mnie kilka osób widziało.

Rano pozwoliłem sobie pozwiedzać trochę to ładne miasto.
Rotunda Zamojska

Brama Szczebrzeska

Rynek Wielki teraz już w pełnej okazałości. Warto tu przyjechać.


Jak widzicie wszędzie pustki miasto dopiero budziło się do życia. Normalny dzień pracy


Widok z kładki widokowej

Właśnie takim pociągiem niskopodłogowym jechałem za kilkanaście minut. Większość ludzi jechała do Lublina, było sporo rowerów.

Dalsza moja podróż zaczyna się od Rejońca Fabrycznego, taki nietypowy początek. Miałem na to swój plan
Ale to już w następnej części
